Tureckie Guantanamo

Kombinezony będą brązowe. W tym samym kolorze mają być spodnie i marynarki.

„Właściwie będzie to ciemny, migdałowy odcień” – dowiadujemy się z tureckich programów informacyjnych. Zaskakująca precyzja w sytuacji, gdy nie mówimy o jesiennej kolekcji jakiejś wiodącej marki odzieżowej.
Migdałowe będą bowiem nowe uniformy więzienne.

„Koniec z przychodzeniem do sądu w czym się komu podoba! – grzmiał, ku uciesze swoich zwolenników wściekły Recep Tayyip Erdogan podczas wystąpienia w Malatyii 5 sierpnia. Kilka tygodni wcześniej jeden z oskarżonych o organizację nieudanego przewrotu wojskowego w lipcu ubiegłego roku, zakpił z tureckiego wymiaru sprawiedliwości pojawiając się w sądzie w koszulce z napisem „Hero” – bohater.

„Guleniści” to zdrajcy i tak będą przedstawiani światu” – powiedział Erdogan, a rząd nie potrzebował już niczego więcej. Prace nad jednolitymi strojami dla aresztowanych już trwają.

I nikt się nie dziwi. Ani nie protestuje.

A przecież słowa prezydenta i w ogóle sam pomysł takiego „naznaczania” ludzi, którzy nie są nawet jeszcze prawomocnie skazani ( niektórym z 50 tysięcy aresztowanych po przewrocie wciąż formalnie nie postawiono zarzutów!) świadczą o tym, że wyroki już zostały wydane.

Domniemanie niewinności? Prawo do obrony? W tym samym przemówieniu Erdogan jasno wyłożył, jakie ma do nich podejście. Stwierdził, że na rozprawach guleniści konsekwentnie kłamią. „Mają jednak krew na rękach i na tej podstawie sądy będą wydawać wyroki. Ich pozorny żal i śmieszne wykręty prezentowane podczas przesłuchań na nic się zdadzą w więzieniach” – powiedział turecki prezydent dodąjc (pewnie dla uspokojenia obrońców praw człowieka), że kary dla zdrajców będą się mieścić w granicach prawa.

Rzecz w tym, że dziś to właśnie prezydent Erdogan wyznacza te granice.
W związku z trwającym od roku stanem wyjątkowym rządzi samodzielnie za pomocą dekretów. Choć nie może jeszcze samodzielnie zmienić konstytucji i przywrócić kary śmierci, może posłać za kraty kogo chce, pod dowolnym zarzutem. Może pozbawić więźniów prawa do rozmowy z adwokatem, może nie tylko przymykać oko, ale wręcz zachęcać strażników więziennych i policjantów do stosowania przemocy i tortur wobec „gulenistów”, „zdrajców”, „terrorystów” (terminy stosowane zamiennie). Może i konsekwentnie to robi.

„Dobrze, niech od razu będzie wiadomo, kto jest zdrajcą!” – piszą dziś zwolennicy ubierania oskarżonych w jednakowe stroje niepomni faktu, że jutro sami mogą je nosić. Awansować na zdrajcę jest dziś w Turcji bardzo łatwo. Wystarczy kilka jednodolarówek (podobno puczyści posługiwali się specjalnie znaczonymi banknotami), szyfrowany komunikator w telefonie, karta kredytowa Banku Asya (zamknięty przez rząd bank powiązany z oskarżanym o organizację puczu Fethullahem Gulenem) albo CV wysłane kiedyś do jednej z tysięcy szkół prowadzonych przez ruch duchownego.

I tak prócz ludzi, którzy faktycznie – nie ważne z czyjej inspiracji – próbowali obalić w Turcji konstytucyjny ład i doprowadzili do śmierci 250 osób – migdałowy kombinezon będzie nosić nauczycieka, którą policja zabrała do aresztu prosto z porodówki. I pewien mieszkanieć Aydin, który sam doniósł na siebie informując prokuratora, że jeśli oglądanie „gulenowskiej” telewizji jest zbrodnią prosi, by go osądzić, bo robi to od 20 lat. Taki strój założą politycy opozycji pozbawieni immunitetu.
Nie założą go za to politycy rzącej AKP, choć to ich partia przez lata wspierała duchownego, by następnie – w wyniku walki o wpływy – uznąć jego organizację za terrorystyczną.

„Skoro za puczem stoją guleniści czyli terroryści, to skąd wiadomo, jak kogo ubrać?” – silą się na dowcip niektórzy z moich znajomych, bo prezydent zapowiedział, że puczyści będa nosić migdałowe kombinezony, a terroryści – spodnie i marynarki.

I tylko jeden turecki intelektualista, wybitny matematyk prof. Ali Nesin napisał na swoim Faceooku, że pomysł jest haniebny.

Reszta zastanawia się raczej, czy rząd wydłuży wolne z okazji przypadającego 31 sierpnia Kurban Bayram – święta ofiarowania.

10 dni wakacji zamiast 4 to nie byle co.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *